Dokąd mamy Cię zabrać?

Maszeruj albo zgiń, czyli poznański test Ivana

Rozpoczęty w lipcu kolejny sezon rozgrywek Ekstraklasy nie zaszokuje na pewno poziomem, ale z kilku przynajmniej względów powinien być bardzo ciekawy. Ja z największym zainteresowaniem będę patrzył na to, co wydarzy się w Lechu Poznań, bo dla tego klubu będą to rozgrywki z gatunku tych, które po angielsku określa się sekwencją: „make or break”.

To, co czeka szefów Lecha, Karola Klimczaka i Piotra Rutkowskiego, można też zapowiedzieć mottem żołnierzy Legii Cudzoziemskiej: „Maszeruj albo zgiń”. Odwrotu już nie ma. Próbowali zatrudniać najlepszych polskich trenerów, postawili także na ciekawego obcokrajowca, który dostał bardzo dużo narzędzi – łącznie z tak deficytowym w pracy szkoleniowca w Ekstraklasie czasem – by po raz trzeci zaledwie w tym wieku Poznań świętował mistrzostwo. Nic z tego nie wyszło, choć Nenadowi Bjelicy zabrakło niewiele, a zaangażowania trudno mu odmówić – nauczył się nawet świetnie mówić po polsku, co dla innych zagranicznych szkoleniowców było czymś z samego końca listy rzeczy do zrobienia, jeśli w ogóle się na niej znajdowało. Brakło farta w kluczowych momentach: najpierw „Kolejorz” wykoleił się z szyn w finale Pucharu Polski, na stacji, na której miał nabrać wysokooktanowego paliwa na końcówkę sezonu, a wypadł z szyn i przedziurawił bak. W ostatnim sezonie miał mieć wszystko pod kontrolą, miał pole position na starcie finałowego wyścigu i nagle wszystkim zachwiał mecz z Koroną - z niewykorzystanym karnym Darko Jevticia na 1:0, pechowo straconym golem, porażką na otwarcie… Ten zespół miał dobrego trenera, ale nie miał ani szczęścia, ani charakteru. Przegrał mistrzostwo z Legią, która trenera nie miała (choć de facto miała trzech w sezonie), ale miała gigantyczną pewność siebie i serce mistrza. A serca mistrza nigdy lekceważyć nie można.

Końcówka sezonu z fety stała się w Poznaniu stypą i to bardzo smutną. Szkoda wracać do tej przeszłości, lepiej pisać o przyszłości. A ta moim zdaniem może być w Wielkopolsce tylko jedna: przynajmniej dwa lata pracy Ivana Djurdjevicia. To będzie nie tylko test dla Serba z polskim - a raczej wielkopolskim! – serduchem, a prawdziwy sprawdzian dla Karola Klimczaka i Piotra Rutkowskiego. To oni MUSZĄ dać mu czas (trochę jak w wypowiedzi Franciszka Smudy w czasach Widzewa: „Nie wiedziałem, czy chłopacy wytrzymią, ale wytrzymieli”, wypowiedź oryginalna, perełka, używało jej kiedyś nawet jako jingla Radio Classic). Nie mają wyjścia. W krytycznej sytuacji, gdy okręt szedł na dno, a dawnego kapitana brakło, zrobili nowym kapitanem dawnego marynarza, a ostatnio oficera, który do tej roli przygotowywany był od dawna. Swój człowiek, można powiedzieć, że Przyjaciel przez duże P. Musisz dać mu czas i środki, by nie zrobić czegoś, co nazwie się czymś przez duże S…

Djudrjević przyszedł do Lecha ponad 10 lat temu, po wcześniejszych dziesięciu spędzonych na Półwyspie Iberyjskim. Kocha klub i kocha pacę trenera. Zna zawodników, zna każdego pracownika przy ul. Bułgarskiej. Wiedział od początku, już przed końcem kariery, że chce zostać trenerem i to właśnie w tym miejscu. Na końcu sezonu miał być odgromnikiem, jego wybór miał uspokoić wściekłych fanów. Ale szefowie Lecha muszą wiedzieć, że decyzja będąca potrzebą chwili obowiązuje na lata. To nie kolejny najemnik, którego można się pozbyć, to facet, w którego się inwestowało i który swoim szefom ufa od lat. Choćby wokół Lecha w tym sezonie się paliło (choć nic na to nie wskazuje, dobre iberyjskie transfery i kupieni za konkretne pieniądze Tiba, Amaral oraz Dioni powinni zagwarantować względny spokój), Ivan musi zostać. Choćby Lech miał wypaść z czołowej ósemki – Djurdjević musi zostać i uczyć się na błędach. Dwa lata i trzy okienka transferowe to dla mnie minimum – wtedy szefowie Lecha zobaczą, czy wraz z nowym, dobrze znanym kapitanem pójdą na dno (choć i tak obecnie są na mieliźnie), czy wypłyną na szerokie wody, na których byli 8 lat temu, żeglując w okolicach Turynu i Manchesteru, czy nadal będą stać w zatoce, z której ciężko się wydostać bez frajersko straconych punktów w rankingu UEFA.

Powtórzę kolejny raz: ten sezon będzie testem dla Ivana, ale także testem Ivana, pisanym przez duet Klimczak – Rutkowski. Będą maszerować ramię w ramię, albo wspólnie zginą. Tyle, że przed młodym trenerem Djurdjeviciem nadal będzie szansa, by jeszcze wrócić do świata żywych.