Dokąd mamy Cię zabrać?

Futbol od A do Żet. Futbolem rządzą kobiety

Skoro światem rządzą mężczyźni, a mężczyznami – kobiety, można śmiało zakładać, że podobnie jest w światku piłkarskim. Robią to mniej lub bardziej dyskretnie, z wdziękiem lub niemal wulgarnie, ale jednak rządzą.

„Powiedziałem Cathy, że mam mecz, ale ona nic sobie z tego nie robiła. Powiedziała, że to spotkanie towarzyskie i że mam jej pomóc przy przeprowadzce” – sam wielki Sir Alex Ferguson czasem uznawał, że jest ktoś, kogo musi słuchać. Żona zarządziła pakowanie, więc sparing, w którym Manchester United sprawdzał w 2007 roku formę przed sezonem, grając przeciwko Dunfermline obejrzeli jedynie asystenci… Inny menedżer brytyjski, Ian Holloway (zanim ze swoim Blackpool awansował do Premier League, dodając jej niewątpliwie kolorytu) prowadził Plymouth Argyle i sprytnie kombinował, jak sprowadzić tam dobrych piłkarzy: „Powiedzcie ich żonom i dziewczynom, że mamy w Plymouth całkiem nowe centrum handlowe”. Jako były pomocnik wiedział doskonale, że decyzje na boisku piłkarz podejmuje samodzielnie, ale już poza nim - często niewiele ma do powiedzenia.

Oczywiście zaliczanie każdej kobiety do tej samej grupy, w której klasyfikuje się brytyjskie WAGs, jest krzywdzące dla wielu z nich. Dobra kobieta jest dla młodego piłkarza dużo ważniejsza niż wysoki kontrakt. Jeśli chłopak kończąc wiek nastoletni zwiąże się z kimś, kto pociągnie go ku górze i zadba, by od wyjść do miasta wolał wieczór w domu, by mógł skupić się tylko i wyłącznie na piłce, kariera stanie przed nim otworem. Jeśli zaś trafi na kobietę, której nie interesuje wnętrze partnera, a tylko własny zewnętrzy wygląd (ewentualnie wnętrze nowego domu lub samochodu) – straci wszystko, lub w najlepszym razie sporo zdrowia, pieniędzy i krótkich lat kariery. Przykładów nie trzeba daleko szukać, wiele ich jest nawet na naszym krajowym podwórku. Zamiast jednak wspominać kobiety, które na wspomnienie nie zasłużyły i piłkarzy, których karierami młode damy zachwiały, przy okazji Dnia Kobiet lepiej dać przykład Anny Lewandowskiej, która dzielnie męża wspierając, nie jest tylko dodatkiem do niego, a prawdziwą partnerką. To oczywiście układ idealny, który nie zdarza się codziennie. Częściej piłkarz trafia na panie, pasujące do zamieszczonego w Bildzie opisu angielskiej WAG z mistrzostw świata w 2006 roku: „ Jak odróżnić żonę brytyjskiego piłkarza od kobiety z Niemiec? W ciągu 10 minut wydaje na ubrania więcej niż nasze kobiety przez całe życie”.

Żona sędziego Laguny z „Piłkarskiego pokera” uznała, że kobiecymi metodami i sprytną intrygą ustawi wyniki ważnych meczów skuteczniej niż najwyższa łapówka dla dziwnie uczciwego małżonka. Który zresztą właśnie przezwiskiem „Łapówka” tytułował małżonkę… To z kolei przykład kobiety cynicznej i wyrachowanej, dla której mężczyzna w futbolu jest tylko trampoliną, od której łatwo się odbić do skoku w większy świat. Tylko od różnicy inteligencji jej oraz piłkarza zależeć będzie, jak długo na niej poskacze i jak wysoko się odbije. Scenarzyści filmu zastrzegli na końcu, że „wszystkie postaci i fakty są prawdziwe, ponieważ powstały w wyobraźni autorów”. A jeśli tak, to tym bardziej należy docenić kobiety, które są wokół nas: te rzeczywiste, a nie plastikowe.

Kobiety wkraczają też coraz odważniej do polskiej piłki i to głównymi drzwiami. Prezesem Bruk-Betu Termaliki jest Danuta Witkowska, Wisły Kraków – Marzena Sarapata, a dyrektor zarządzającą Jagiellonii Białystok Agnieszka Syczewska. Oczywiście, kompetencje mają różne, bezpośredni wpływ na losy klubu także, podobnie jak inny styl poruszania się w świecie z założenia męskim. Ale są i przeoczyć ich nie sposób, podobnie jak dwóch rzecznik prasowych- Donata Chruściel i Iza Kruk naprawdę odnajdują się na pierwszej linii frontu. W przypadku Izy mam zresztą nieodparte wrażenie, że z piłkarzami Legii dogaduje się znacznie lepiej niż wcześniej Besnik Hasi, cieszy się też większym ich szacunkiem. To naprawdę wyczyn, bo kobiet w sąsiedztwie piłkarskich szatni łatwo nie mają - podobnie jak nasze redakcyjne koleżanki w Canal+, których nie docenić zwyczajnie nie sposób. Każda ma swój styl, z każdą jest o czym pogadać i każda wie, na czym polega spalony. Nie wydaje mi się, by nami rządziły, choć mogę się mylić.

Dobra kobieta jest w stanie ciągnąć ku górze każdego, nie tylko piłkarza. Motorniczy, sprzedawca w sklepie, agent ubezpieczeniowy, kucharz, lekarz – każdy, naprawdę każdy lepiej funkcjonuje w robocie, jeśli w domu ma spokój. Jeśli wraca tam odpocząć, a nie walczyć, jeśli ma poczucie bezpieczeństwa i czeka tam ktoś, kto stworzy mu spokojną przystań. Dom musi być także dla piłkarza miejscem, do którego chce wracać, a nie z którego chce uciec – gdy tak jest, gracz inaczej funkcjonuje na boisku.

Roli kobiet w życiu swoich gwiazd nie lekceważą także menedżerowie. Wspominany wcześniej Sir Alex wyznał w swojej biografii, że „David Beckham to jedyny gracz, który uznał, że woli być wielki poza futbolem” i dlatego nie stał się jednym z tych największych graczy, choć potencjał miał gigantyczny. Winą menedżer United obarczył małżonkę swojego pomocnika: „Jedyny problem z Davidem był taki, że zakochał się w Victorii. To zmieniło wszystko”.

Obecny szef Czerwonych Diabłów wolał – przynajmniej w dawniejszych czasach – porozumienie z żonami piłkarzy. W swojej biografii „Ja, Ibra” Zlatan wspomina, że gdy pierwszy raz spotkał Jose Mourinho, ten zaprosił żony i partnerki piłkarzy na kolację, by zdobyć ich sympatię (co się udało), a także dokładnie wyjaśnić, czego oczekuje od nich, by ich mężowie grali dobrze (a w domyśle: zdobywali trofea i coraz wyższe kontrakty). Ibrahimović wspomina też, że jego partnerka, Helena Seger, wróciła oczarowana Portugalczykiem, a przecież ta akurat kobieta piłkarza jest absolutnie wyjątkowa: starsza od Ibry aż 11 lat, mająca niezwykle udaną karierę w biznesie. I zupełnie nie pasująca, przynajmniej teoretycznie, do chłopaka z Rosengard, trudnej dzielnicy Malmoe.   

Przykład Zlatana i Heleny pokazuje, że złotej zasady nie ma, a wiele dla futbolu mogą zrobić nawet kobiety zupełnie się nim nie interesujące. Moja pasję piłkarską wspiera na przykład Żona, która prawdopodobnie w całości obejrzała tylko jeden mecz (gdy jej brat wylosował bilety na mecz otwarcia Euro 2012 i zabrał nas ze sobą na Stadion Narodowy), a w której domu ogląda się obecnie często kilkanaście meczów tygodniowo. Ela próbuje nawet, skutecznie zresztą, zaimponować mi czasem tym, że rozpozna jakiegoś trenera lub piłkarza i poda nazwę jego klubu. Nieźle, prawda? Przy takim wsparciu naprawdę łatwiej przygotować się do pracy i takiego spokoju życzę też każdemu piłkarzowi.

A wszystkim Paniom w marcu, miesiącu ich święta, życzę tego, by słowo „futbol” budziło w nich tylko pozytywne emocje i by nigdy nie znalazły się w sytuacji brytyjskiej arbiter ligowej Wendy Toms, która wyznała po rozwodzie: „Sędzia stwierdził, że to naprawdę dziwna sytuacja, w której mąż narzeka, że żona zbyt dużo czasu poświęca na piłkę nożną”.