Oczami Żżywka i Neli

Uwaga, uwaga, dobre dla dzieci Kraków i Praga

Rodzice zastanawiali się, czy Kraków to dobremiejsce na wyprawę z dziećmi i czy Praga z dzieckiem to dobry pomysł. My ichczasem nie rozumiemy – przecież było wiadomo od początku, że tak lubimyrodzinne podróże, że wszystkie nam się spodobają. A rodzinne zwiedzanie jestnajfajniejsze.

Kochamy góry, morza i jeziora, ale lubimy teżduże miasta, bo w dużych miastach dużo się dzieje. I są lody. Dużo lodów, gdzietylko się spojrzy. Jak jesteśmy grzeczni, to rodzice chętnie kupują nam mojeulubione truskawkowe i te różowe, które wybiera Nela, a wtedy możemy spokojnieszukać dalszych atrakcji. Ostatnio największymi były zamki, dlatego szukaliśmysmoków i ich śladów. Bo jak jest zamek, to musi gdzieś obok być jakiś smok,prawda?

Wenecja z dziećmi, czyli tramwaj na wodzie, gondole i inne łodzie.

Rodzice byli Wenecją zachwyceni tak samo jak my, mostami też, ale tymi ostatnimi jakby coraz mniej. Gdy drugiego dnia szliśmy przez miasto z wózkiem - bo byliśmy już z Nelą zmęczeni i woleliśmy podziwiać wszystko właśnie z wózeczka, żeby nóżki nie bolały – trochę ich te mosty zmęczyły. Tata śmiał się, że te ponad 300 przejść nad kanałami (chyba o tylu mówił, ale ja liczę tylko do pięciu, więc nie wiem dokładnie. Ale była to duża liczba, większa niż pięć) zbudowano wbrew ludziom z dziećmi: bo na każdą kładkę trzeba było wejść po schodkach i zejść z drugiej strony, a z wózkiem nie jest to takie proste, nawet gdy ja w tym czasie wysiadam. Dziwię się trochę rodzicom – mogli wziąć plecaki, w których czasem nas noszą, byłoby łatwiej. Nie wiedzieli o tych mostach, czy co?

Kolejką jedziemy w chmury, bo w Austrii jeziora najlepiej widać z góry.

Nela chciała jechać na szczyt wysokiej góry takim czerwonym wagonikiem, a ja żółtym, więc rodzice ustalili, że podjedziemy tym, który pierwszy zjedzie z takiego ogromnego koła, na którym wagoniki zawracają, a potem wrócimy na dół takim w innym kolorze. Wjechaliśmy więc żółtym, choć ze środka akurat wcale nie było tego widać. Gdy już pan zamknął za naszą czwórką drzwi na specjalny zamek i popchnął nasz wagonik na taką bardzo grubą metalową linę (tata pokazał nam ją po drodze, kawałek wisiał na ścianie, bardziej przypominała szynę niż sznur) wcale się nie baliśmy. Patrzyliśmy za to wokół i było bardzo pięknie – widzieliśmy i jeziora, i góry, i ludzi schodzących ze szczytu, a nawet dwie koparki, których wcześniej nie zauważyłem z dołu. Naprawdę fajnie się jechało.


Lego, pingwiny i dzikie zwierzęta, Dubaj na zawsze zapamiętam

Po dwutygodniowym wyjeździe do Dubaju sam nie wiem, co podobało mi się bardziej – loty samolotem, pływanie w basenie, tygrysy, żyrafy i hieny w zoo

Oczami dziecka pierwsze podróże, rodziców obawy małe i duże

W swoją pierwszą podróż wyruszyłem samochodem (do Zakopanego), a potem w nosidełku (na Morskie Oko), ale na pierwszy poważny, bo samolotowy wyjazd, musiałem czekać jeszcze miesiąc.