Dokąd mamy Cię zabrać?

Szwajcaria nie musi być droga, czyli jak ją zwiedzać i nie zbankrutować

Szwajcaria jest droga, nie będziemy oszukiwać. Ale w tym tekście doradzimy, jak wydać tam, jak najmniej, widząc - jak najwięcej. Podzielimy się sprawdzonymi w podróży z dwójką małych dzieci radami, co, kiedy i jak zwiedzić oraz na co zwrócić największą uwagę. I jak sprawić, by po powrocie do Polski mieć świadomość, że w przeliczeniu na liczbę wspaniałych przeżyć i cudownych widoków, wyjazd był naprawdę bardzo opłacalny. Pod każdym względem.

Szwajcaria długo była na naszej liście życzeń, ale nie na czołowych miejscach. To był błąd, po prostu za mało o niej wiedzieliśmy. Podróż po Szwajcarii sprawiła, że kraj ten znalazł się w naszym TOP 3, obok Peru i Kilimandżaro. Zasługuje na to, bo w setkach pięknych jezior i otaczających je gór łatwo się zakochać.

Spędziliśmy w tym niewielkim europejskim państwie 10 dni: pięć jeżdżąc na nartach, pięć podróżując. To niesamowite, jak wiele jest tam uroku na małej przestrzeni. Staraliśmy się wykorzystać każdą sekundę - do tego niezbędny jest szwajcarski karnet turystyczny Swiss Travel Pass, polecamy. Poruszaliśmy się pociągami i choć te najsłynniejsze panoramiczne (Glacier Express, Bernina Express i Golden Pass Line), z których przeszklonych wagonów widoki podobno są najlepsze tym razem nas ominęły (do nadrobienia!), to nawet te zwykłe okazały się… niezwykłe. Szwajcaria nawet z okien pociągów - punktualnych, świetnie zorganizowanych - robi ogromne wrażenie. Wraz z dziećmi nie mogliśmy oderwać nosów od szyb. Dlatego na pytanie:

Czy warto jechać do Szwajcarii?

Odpowiadamy: zdecydowanie tak. Wspaniałe przeżycia gwarantowane, szczęście i uśmiechy dzieci zapewnione. A także zdrowie – wyjeżdzając dzieci było przeziębione, tak więc wzięliśmy ze sobą do walizki inhalator, tak na wszelki wypadek i… zupełnie o nim zapomnieliśmy. Mimo (a może właśnie z tego powodu?), że dzieci spędzały całe dnie na świeżym - bardzo świeżym i rześkim - powietrzu. „Szwajcaria, tu się oddycha” - cytat z kultowego w Polsce filmu „Vabank” pasuje idealnie.

Wszystkich zalet tego alpejskiego kraju wymienić się nie da, wszystkich atrakcji zaliczyć w kilka dni - nie sposób. Gdy myślisz, że przed Tobą najpiękniejszy widok całego wyjazdu, za kilka minut zauważasz coś, co sprawia, że tamten nie ma nawet statusu „Widoku dnia”. Nie wiesz, czy bardziej podobają ci się zielone wzgórza, na których zagościła już wiosna, czy będące na wyciągnięcie ręki wysokie alpejskie szczyty, spowite cały rok śniegiem. Sam ich widok to doskonała ochłoda, gdy opalasz się w środku lata na górnym pokładzie parowca płynącego przez Jezioro Genewskie.

Z wysokości jezior Szwajcaria jest piękna, ale kwadrans później możesz już podziwiać ją z ponad dwóch tysięcy metrów - choćby wjeżdżając na Rigi ze stacji znajdującej się tuż przy porcie w Vitznau. To bajka, w której grasz główną rolę, sztuka, której scenografię sam dobierasz. A wybór jest trudny, bo każdy projekt wygląda idealnie.

Szwajcaria ma tylko dwie wady - zawsze zostawia poczucie niedosytu, że czegoś się jeszcze nie zobaczyło i… jest droga. Tak, wiemy, że zwłaszcza punkt drugi może stanowić problem. Kłopoty są jednak po to, by sobie z nimi radzić, dlatego podpowiemy w tym artykule nie tylko, jak zwiedzać ten kraj, ale jak to zrobić, by… nie zbankrutować. Oto kilka najważniejszych rad:

Zaplanować wyjazd

Zaplanować wyjazd jak najszybciej. Zaplanować wyjazd szczegółowo. Zaplanować wyjazd rozsądnie. Warto powtórzyć to nawet jeszcze raz - plan to podstawa. Podczas naszych podróży lubimy spontaniczne decyzje, w Szwajcarii też takie się zdarzały, ale głównych ram ruszać nie należy.

Po pierwsze: lot. Z dziećmi to najlepsza opcja i mówimy to z pełnym przekonaniem, choć wiadomo, że musimy kupić aż cztery bilety. W poprzednie wakacje przejechaliśmy z Nelą i Żywkiem Włochy samochodem, także mamy porównanie. Dzieci zachowywały się fantastycznie, stosunkowo krótkie odcinki sprawiały, że podróż nie była bardzo uciążliwa. Do Szwajcarii stanowczo polecamy jednak kombinację samolot - pociąg. Do Zurychu lata regularnie Swiss, który zachęca turystów możliwością nadania nie tylko bagażu, ale także, DARMOWO, sprzętu narciarskiego. Wcześniejsze kupno biletów pozwala sporo zaoszczędzić - my zapłaciliśmy za bilet (z bagażem) 400 złotych, czyli niewiele ponad 100 euro.

Lata też Wizz Air do Bazylei, czy Easy Jet do Genewy - wybór należy do nas. Choćby dziś są dostępne bilety lotnicze linią Wizz Air w samym środku wakacji z lotniska Warszawa Chopin do Bazylei za 148 zł. Ceny zawsze jednak warto porównać, zwłaszcza, gdy zależy nam na bagażu. Może się okazać, że szwajcarska linia Swiss jest… tańsza niż lot tanimi liniami. Możemy też dojść do wniosku, że jest nieznacznie droższy, ale i tak warto zapłacić za świetny ciepły posiłek i napój w cenie oraz układanki i gry z samolotem z czerwonym krzyżem podarowane dzieciom przez uśmiechniętą stewardessę.

Lotniska w Zurychu, Bazylei czy Genewie połączone są siecią kolejową z każdym wartym zobaczenia miejscem. Gdzie nie dojedzie kolej - zawiozą nas gondolki lub wagoniki górskich kolejek, tych linowych i szynowych. Najtrudniejsze połączenie staje się najprostszym - z dwójką dzieci naprawdę komfortowo przejechaliśmy z lotniska w Zurychu do leżącego prawie 2 tys. n. p. m. Verbier. Najpierw pociąg do Martigny i pierwsze zachłyśnięcie szwajcarskimi widokami. Tam błyskawiczna przesiadka w skomunikowany, stojący po drugiej stronie peronu pociąg do Le Chable. A tam 50 metrów ze stacji kolejowej do dolnej stacji gondolek. Znużenia nie było.

Kluczem do poruszania się po Szwajcarii jest oprócz planu…

Swiss Travel Pass

Narzędzie doskonałe, drogie tylko pozornie. Ceny i baaaaardzo długą listę atrakcji, na które zapewnia darmowe wejście lub spore zniżki można znaleźć TUTAJ. Cena jest wysoka, ale jeśli zamierzamy dużo zwiedzać, karty dostępne na lotniskach zwrócą się błyskawicznie:

Glacier Express? Zapraszamy, proszę wsiadać.

Kilkugodzinny rejs parowcami Savoie i Simplon (oba stulatki z Belle Epoque oferują nie tylko niezapomniane widoki z pokładu, ale i pod pokładem, gdzie na naszych oczach pracują oryginalne maszyny)? Wchodźcie na pokład, Swiss Travel Pass to klucz do wszelkich atrakcji.

Niesamowita, pierwsza na świecie górska kolejka typu Cabrio, z której dachu (!!!), gdy dociera się na szczyt Stanserhorn, podziwia się aż 10 okolicznych jezior i dziesiątki wspaniałych, otaczających ten szczyt gór? Wliczona w Swiss Travel Pass, podobnie jak dojazd koleją z Lucerny (20 minut do Stans) i wjazd pierwszą, liczącą już niemal 130 lat kolejką, łączącą tradycję z prawdziwym turystycznym kosmosem, jakim jest podróż na dachu wagonika. Warto dodać, że te atrakcje są całoroczne, na kalendarz trzeba patrzeć tylko, gdy chce się dodać do kolejek dłuższe wędrówki po stromych górskich szlakach, z których część jest do 1 maja zamknięta, lub gdy marzy się, by obejrzeć okupujące Stanserhorn świstaki. Do ich siedzib też dotrze się oczywiście za sprawą naszego szwajcarskiego karnetu turystycznego.

Muzea? Oczywiście, one także stoją otworem. Naszym ulubionym stał się ogród lodowcowy w przepięknej Lucernie, gdzie wraz z dziećmi zgubiliśmy się a nawet trochę poobijaliśmy nosy o szyby wyjątkowego labiryntu luster Alhambra. Wyjątkowe miejsce obok słynnego, wykutego w skale pomnika lwa to jedno z wielu wartych odwiedzenia miejsc, bezpłatnych, gdy ma się Swiss Travel Pass. Stateczki - te malutkie i te duże, wycieczkowe - kursujące po Jeziorze Czterech Kantonów również czekają, byśmy wsiedli na ich pokłady. Skusiliśmy się na krótką wycieczkę oraz rejs do Vitznau, skąd wjechaliśmy na Rigi. Darmowy nie był tylko wjazd na Pilatus, choć i tam mieliśmy 50 procent zniżki (z 72 franków za osobę, więc całkiem sporo). Legenda, że tam właśnie spoczął Poncjusz Piłat nas nie przekonała, ale widoki ze szczytu na Lucernę (nasze ulubione miasto w Szwajcarii), sprawiły, że wjazdu na tę górę nie żałowaliśmy. Dojazd z centrum Lucerny autobusem nr 5 w kierunku Kriens zajmuje kwadrans, potem czeka nas jeszcze 5 minut marszu przez uroczy park w sąsiedztwie… pastwisk.

Dlaczego jeszcze chwalimy sobie Swiss Travel Pass? Gdy spontanicznie wydłużyliśmy sobie rejs z Genewy do Lucerny do uroczego zameczku Chateau do Chillon, wstęp tam okazał się dla nas bezpłatny. Gdy potem pojechaliśmy autobusem (wliczone, sprawa oczywista) do Vevey, gdzie mieszkał Henryk Sienkiewicz, nagła decyzja by wjechać na Mount Pelerin też nic nie kosztowała. A tam, na szczycie, zobaczyliśmy jeden z piękniejszych placów zabaw w życiu. Dzieci bawiły się fantastycznie, choć dla nich wszystko jest prostsze, bo…

Dzieci do 6. roku życia gratis!

Właściwie w całej Szwajcarii. Dzieci są przez Szwajcarię traktowane wyjątkowo pod każdym względem. Wszystkie atrakcje stoją przed młodymi ludźmi otworem. Za Nelę i Żywka płaciliśmy tylko w restauracjach, przejazdy i dojazdy mieli bezpłatnie bez Swiss Travel Passów. Szwajcarzy widząc parę z dzieckiem, są bardzo uprzejmi i mili, naturalnie pomocni. To świetne miejsce na podróże z dzieckiem. I na edukację młodych ludzi - przez 5 dni zostawialiśmy Nelę i Żywka na trzy godziny w anglojęzycznej szkółce narciarskiej. Nauczyciele bawili się, ucząc naszego 4,5-latka oraz 3-latkę nie tylko jazdy na nartach, ale i porozumiewania się tak, że nasze dzieci były zachwycone. I nauczone! A cena za godzinę nauki była niższa niż w Polsce - poza sezonem w Szwajcarii naprawdę można pojeździć na nartach znacznie taniej niż w Polsce, gdy przeliczymy pieniądze na przyjemność i przejechane kilometry. Zachwyceni byliśmy także jakością wypożyczonego dla całej rodziny sprzętu narciarskiego i obsługi w Mountain Air w Verbier. Warto jechać na narty do Szwajcarii przed sezonem lub po, jak my. Słońce najwspanialsze, ceny znacznie niższe.

Restauracje to zresztą temat na osobny artykuł, bo… mogą doprowadzić do bankructwa. To coś, co kosztuje tam najwięcej. Ceny nominalnie jak w Polsce - zmienia się tylko waluta. Chcąc przeliczyć, otrzymujemy wynik cztery razy wyższy niż w naszym kraju. Czasem warto usiąść w knajpce, jak choćby w Lucernie w okolicach wyjątkowego Mostu Kaplicznego, ale chcąc zwiedzić Szwajcarię w granicach budżetu, warto wziąć sporo suchego prowiantu z kraju i nastawić na picie kryształowoczystej wody ze szwajcarskich jezior. Zakupy w sieci Coop też są dobrym pomysłem, tam ceny są mniej odległe od tych polskich. Nasza rada jest taka, żeby zatrzymywać się w apartamentach, w których są warunki do przygotowywania posiłków na własną rękę.

Oczywiście wszystko bez przesady - będąc w Szwajcarii węcz wypada spróbować serowego fondue, czyli kultowego gorącego kociołka sera, czosnku i białego wina. Zanurzanie w garnuszku pieczywa i podziwianie pięknych widoków przy lampce wina, to idealny sposób na wieczór. Miejscowe sery i czekolady to też osobna, doskonała bajka i obowiązkowy punkt programu, zwłaszcza gdy jedzie się z dziećmi.

www.mojaSzwajcaria.pl

To naprawdę dobre miejsce, by zacząć podróż do i po Szwajcarii. Zostajemy przekierowani na https://www.myswitzerland.com/pl i znajdujemy nie tylko wiele wyjątkowych ofert dla każdego, ale również najważniejsze informacje i zdjęcia głównych atrakcji. Tam również znajduje się baza sprawdzonych i polecanych przez Szwajcarskie Biuro Turystyczne noclegów. Pamiętajcie też, że zawsze możecie skontaktować się ze Szwajcarskim Biurem Turystycznym w Polsce, gdzie uzyskacie fachową i praktyczną radę.

Na naszym blogu Szwajcaria - już w bardzo szczegółowych relacjach z konkretnych miejsc - zagości jeszcze wielokrotnie. Mamy nadzieję wrócić zresztą do niej jeszcze wiele razy i to nie tylko w wersji pisanej.