Dokąd mamy Cię zabrać?

Szlak dla dzieci? Test charakteru. Tatry dostępne jednak dla wielu

Czy jechać z dzieckiem w Tatry? Gdzie ruszyć na szlak, by nie zmęczyć siebie i naszych małych towarzyszy? Jak sprawić, by ten pobyt był przyjemny tak dla dzieci, jak dla rodziców? Jak unikać tłumów? To wszystko pytania ważne i dość często zadawane – sami je sobie stawialiśmy przed pierwszym wyjazdem do Zakopanego. Teraz, po kilku już pobytach z dziećmi w Tatrach, zerkamy regularnie w kalendarz i zastanawiamy się, kiedy pojawi się kolejna szansa, by choćby na kilka dni ruszyć na południe. I nie należymy do tych, którzy są w stanie czekać pięć i pół godziny na wjazd na Kasprowy kolejką – a są tacy, naprawdę. Szlaki tatrzańskie są dla zapalonych turystów, ale nie brakuje też szlaków, idealnych dla tych, którzy w Tatry przyjechali z dzieckiem.

W minionym tygodniu mieliśmy szczęście. Pięć dni w Zakopanem, pięć dni błękitnego nieba i wspaniałego jesiennego słońca, a wokół nas moc właściwych dla tej pory roku kolorów. Przełamanie liści, góry w najpiękniejszym żółto-czerwonym stroju i to dostępne dla każdego, także cenowo. Bo październik to już okres promocji, czas poza sezonem, gdy każdy turysta i jego „dudki” są dla górali na wagę złota. Tego, że trafi się bajeczna pogoda nikt przewidzieć z dużym wyprzedzeniem nie mógł, dlatego takie okazje po prostu trzeba łapać.

Z malutkim Żywkiem w specjalnym plecaku chodziliśmy już do Doliny Pięciu Stawów, szlakiem przez Świstówkę do Morskiego Oka, zaliczyliśmy też Ścieżkę pod Regami, Dolinę Białego i Strążyską. Nasz syn ma cztery lata i dwa miesiące, ale coś tam w pamięci sprzed roku i dwóch lat mu zostało – także dlatego, że bardzo lubi zdjęcia z tamtych wędrówek. Zaskoczył mnie niesamowicie, gdy po wejściu do plecaka w połowie wspinaczki na Kasprowy stwierdził: „Pamiętam Tatusiu, jak nosiłeś mnie w plecaku i ja to bardzo lubię. Ale teraz jestem większy, no i cięższy, to i Tobie musi być ciężko?”. Uwierzcie, po takiej rozmowie z Żywkiem rosną skrzydła u ramion i nie ma cienia kurtuazji w odpowiedzi, że teraz jest łatwiej, bo jest możliwość pogadać z pasażerem z plecaka.

Nela też dała radę. Podobnie jak Żywek dotarła na własnych nóżkach do Myślenickich Turni, by dopiero tu wskoczyć do nosidła na plecach mamy. Blisko szczytu na moment się rozpłakała, ale po maksimum pięciu sekundach stwierdziła: „Chciałam ponarzekać, ale jest bardzo fajnie, a Tobie Mamo jest trudniej niż mnie. Zresztą mnie jest fajnie, tak tylko chciałam ponarzekać. Ale już nie chcę”. To cytat, naprawdę. Logika naszej niespełna 3-latki jest powalająca i rozczulająca. Mam wrażenie, że takich rzeczy można doświadczyć tylko w górach, czyli tam, gdzie hartują się charaktery i najlepiej poznaje się drugiego człowieka, także tego młodego.

Taksówkarz podwożąc nas do Kuźnic (warto rozważyć, czy jechać samochodem do ronda, a potem tracić czas i siły w drodze do stacji kolejki na Kasprowy oraz pieniądze na parking, czy od razu wziąć taksówkę) śmiał się, że gdy kolejka sięga pewnego słupa („Ło tego, panocku!” - wskazywał) czas oczekiwania na wjazd w górę wagonikiem wynosi 5,5 godziny. Tak, nie ma tu błędu, ponad pięć godzin. I często się zdarza, że ludzie tracą tu pół dnia, bo wydaje im się, że pójdzie szybciej, a zapominają, że wiele osób ma już kupione przez internet bilety na konkretną godzinę i przyjedzie dopiero wtedy… Ale to już nie nasz problem – nam pięć godzin zajęła niespieszna wspinaczka z małymi dziećmi połączona z krótkimi postojami i delektowaniem się widokiem z góry, a nie spoglądaniem na bar i plecy człowieka, który stoi przed tobą w kolejce.

Nie rozumiemy, jak zdrowi, młodzi ludzie mogą stać w kolejce i tracić pół dnia. Starszych, tych z malutkimi dzieciakami i bez formy rozumiemy trochę bardziej i radzimy: koniecznie kupcie sobie bilety przez internet. 

A teraz czas na rady dla rodziców „chodzących”:

  • Warto wziąć ze sobą plecak lub nosidło, w Tatrach i samy Zakopanem są nawet sklepy wypożyczające takie sprzęty. Najlepiej, gdy taki plecak na dziecko jest jednak pewnego rodzaju polisą ubezpieczeniową, na wypadek poważniejszego kryzysu mentalnego. Przed nami na Kasprowy szła para z Krakowa z pięcio- i siedmioletnim synem. Naszym zdaniem ryzykowali trochę zbyt dużo, zwłaszcza że młodszy narzekał już godzinę od Kuźnic i trafił nawet na pewien czas na ręce do mamy. Ale weszli, wiedzieli że muszą. I nie płakali.

  • Sukces wspinaczki z dziećmi tkwi w głowach. Żywek kilka razy, od razu na początku, rzucał: „Ja już nie mam siły”… Wtedy sprawdzała się metoda „na piknik” („Idziemy do następnego fajnego miejsca postoju na piknik. Prowadź i wybierz super skałę”), albo „na wyścigi” („Kto pierwszy do tamtego drzewa”). Dzieciaki zagadane na różne tematy szły też w górę niczym wagoniki, jadące czasami nad naszym zielonym szlakiem.

  • Rozmowa z dziećmi to klucz. One nie męczą się wspinaczką, naprawdę mają dużo siły, im się po prostu nudzi. Warto wypatrywać ptaków, ładnych skał, kolorowych liści na drzewach. Warto dzieciom opowiadać o górach widocznych w oddali, nauczyć cieszyć się tym, że powiedzą „Cześć” do każdej, idącej w drugą stronę osoby. I ustalać co pewien czas konkretne, niezbyt odległe cele – ale też nie za bliskie, by za dużo ich nie było!

  • Weźcie w Tatry prowiant. Jabłka sprawdzają się na szlaku znakomicie, soki, małe kanapki. Zróbcie tak, nawet jeśli planujecie odwiedzić po drodze lub dojść do jakiegoś schroniska – nie wiadomo, gdzie dzieciom przytrafi się mentalny kryzys i jak będzie poważny.

  • Zabierzcie ciepłe ubrania i latarki, nawet gdy wychodzicie rano, „na dwie godzinki”, przy dobrej pogodzie. Góry trzeba szanować. Nie bać się, ale szanować i być odpowiedzialnym. GOPR i TOPR to nie są przedsiębiorstwa taksówkarskie, nie bądźcie jak ci, pożal się Boże, turyści, którzy dzwonią po ratowników schodząc szosą z Morskiego Oka, „bo zapadł zmrok a koniki nie jeżdżą”.

  • Jak wybrać szlak w Tatrach? Z małymi dziećmi – jeszcze bardziej odpowiedzialnie niż samemu. Czas przejścia z map pomnożyć przez dwa – lepiej być zaskoczonym pozytywnie niż przez zmrok. Zacząć od zarażania dzieci miłością do gór: ruszyć ciekawym, niezbyt długim szlakiem. Polecam na przykład godzinne podejście z Kuźnic na Polanę Kalatówki i tam fajny relaks, ewentualnie dalszy spacer do schroniska na Halę Kondratową – zawsze można zawrócić. Albo oznakowaną jako czarny szlak (ten kolor wcale nie oznacza skali trudności, nie ma sensu się obawiać) ścieżkę pod Reglami, z której jest naprawdę sporo zejść do dolin w Tatrach, a która nie jest zbyt wymagająca.

  • Dolina Strążyska i niecała godzinka z parkingu na polanę, a potem do wodospadu Siklawica to naprawdę dobra opcja na dzień rozruchu i ocenę możliwości dzieci. Strumień płynący wzdłuż szlaku, bliski cel, ciekawe otoczenie – polecamy bez wahania.

  • Dolina Białego – jak wyżej. Tu dochodzi jeszcze możliwość dojścia do Doliny Ku Dziurze i zerknięcia do otwartej dla turystów jaskini. To dopiero jest atrakcja!

  • Dzieci pociąga też szlak w Dolinie Kościelskiej. Tam jest kilka jaskiń, dostępnych zależnie od wieku dziecka. Piękny jest Wąwóz Kraków (odbicia od głównego szlaku Kościeliską nie przegapicie) i Smocza Jama, warto też pomyśleć o Jaskini Mroźnej – jedynej wyposażonej w agregat, płatnej. Kościeliską można też spokojnie spacerować z wózkiem, jeżdżą tam też bryczki – to może być ciekawa opcja powrotu i dodatkowa atrakcja, gdy dzieciom naprawdę nie chce się już spacerować. Powrót można stargować nawet do 80 złotych