Dokąd mamy Cię zabrać?

Światowy Dzień Misia – wolicie Uszatka, Puchatka, czy tego od Krzysia?

„– Jaki dziś dzień? – zapytał Puchatek.
– Dziś – odpowiedział Prosiaczek. Na to Puchatek:
– To mój ulubiony dzień.”

Do życia Misia Od Krzysia (Puchatek to nasz ulubiony bohater, dziękujemy panie Milne!) powyższy cytat pasuje idealnie, a my całą rodziną robimy wszystko, by pasował i do nas. 25 listopada to jednak dzień szczególny dla każdego małego niedźwiadka, zwłaszcza pluszowego. Bo to Światowy Dzień Misia.

Przeglądamy zdjęcia i te z misiami pojawiają się regularnie – zwłaszcza w podróży. Bo pakowanie na wyjazd nasze dzieci zaczynają od swoich małych plecaków, a tam upychają także ulubione maskotki. Misie spacerowały więc na ich plecach po kilku pięknych miastach, zaglądały do muzeów, zdobyły kilka górskich szczytów i – wszystko to widać na załączonych obrazkach - jechały nawet tramwajem wodnym w Wenecji w plecaku Żelka. Wielkie misie (zaobserwowaliśmy nawet, że mówią po rosyjsku, co opisaliśmy w tekście o Pradze) sprawiły też, że Rynek Staromiejski stał się ulubionym miejscem naszych dzieci w stolicy Czech.

Gdyby nie nasze fenomenalne przedszkole, moglibyśmy ten dzień przegapić. Na szczęście już w piątek wszystkie grupy malowały lub wyklejały misie, a dzieciaki miały przynieść ze sobą swoich ulubieńców. I tu nasze małe zaskoczenie: Nela i Żywek tak naprawdę swoich ulubionych misiów nie mają! Mają po kilka, każdy ma swoje pięć minut, ale żaden na dłużej numerem jeden nie pozostaje.

Nela śpi z kilkoma maskotkami w tym dwoma misiami. Babcia Irenka zadbała, by już parę lat temu wesprzeć akcję Fundacji TVN „Podaruj Misia komuś kogo kochasz” i o kupione w szczytnym celu pluszaki dla obojga zadbała. Żywek bawi się czasem z wielkim Alfredem, którego Żelek dostał od… kolegów podczas wieczoru kawalerskiego. Oboje najbardziej lubią jednak wytartego białego misia z młodzieńczych lat Eli, wożonym nawet często na liczne wyjazdy – najpierw rodziców, potem wspólne. Ela imienia mu nigdy nie dała, więc został kiedyś przypadkowo… „wiewiórem” po absurdalnym dialogu z Żelkiem:

- Jak się ten miś nazywa?

- Nie ma imienia. Miś to miś.

- Nie dałaś mu imienia? Miś powinien mieć imię…

- A co, ktoś nie zauważy, że to nie wiewiór?

I tak miś dostał imię Wiewiór. Kilka lat później Żywek nazwał go… „Husky”, bo uwielbia patrzeć na te psy, a nazwa mu się spodobała. Nam też, bo mówiąc imię maskotki, Żywek ćwiczy literkę „s”, która idealna u niego nie jest. Wszyscy zadowoleni, miś chyba też. Minę ma przynajmniej zadowoloną.

A właśnie, czy Wy pamiętacie historię imion swoich pluszaków?

Wracając do Światowego Dnia Misia – obchody w przedszkolu stały się dla nas inspiracją, by sprawdzić, co to za dzień. Piszemy od razu – przywędrował z Ameryki, ale ma znacznie większy sens w naszym kraju niż udawany „czarny piątek” w podobnym terminie. I nie chodzi tylko o to, że jest realny – w przeciwieństwie do polskiego „czarnego piątku”, w którym mało kto cenę obniża, a wielu sprzedawców tylko zabiera nam czas zmyślonymi reklamami. Światowy Dzień Misia jest dużo lepszy, choć tylko podwyższa – wartość naszych sentymentów i ciepłych uczuć.

Opisywane święto ustanowiono w 2002 roku, w setną rocznicę powstania pomysłu na maskotkę. Amerykanie twierdzą, że ich prezydent Theodore Roosvelt nakazał wypuścić pojmanego na polowaniu smutnego małego niedźwiadka, co narysował w Washington Post Clifford Berryman, a potem szybko wykorzystał jeden ze sklepikarzy zaczynając sprzedaż maskotek o prezydenckim imieniu… Teddy (w krajach anglosaskich „Teddy The Bear” przetrwał do dziś). Miś zrobił furorę, a sprzedawca majątek.

Mniej romantyczna a bardziej realna historia (choć obie mogą być prawdziwe) mówi o Margarete Steiff, chorej Niemce, która szyła różne maskotki pod koniec XIX wieku. Jej siostrzeniec zwietrzył biznes niczym Puchatek miodek i zaczął masową produkcję, a jego firma istnieje do dziś. Tak, jak nasze przywiązanie do licznych misiów.

Co nas zaskoczyło? Na piątkowe obchody nasze dzieci nie wzięły misia, a żyrafy. Pluszowe, ale żyrafy. Bo ostatnio to są ulubione maskotki i potraktowały ten dzień, jako święto pluszaka, a nie tylko misia. W sumie miło (zwłaszcza dla żyraf, które swojego dnia nie mają), a i bezkompromisowo.

O Puchatku czytamy regularnie, Uszatka i Colargola oglądamy (choć dzieci wolą „Maszę i Niedźwiedzia”, z Waszymi jest podobnie?), więc dziś świętujemy. Także z ciasteczkowymi misiami, które wczoraj nasze dzieci własnoręcznie przygotowały. Przyłączacie się?