Dokąd mamy Cię zabrać?

Pierwsze kroki dzieci na nartach: jak, kiedy i gdzie blisko Warszwy

Jak spędzić weekend w mieście? Gdzie zabrać dzieci? I dlaczego na narty? Dwa tygodnie temu spontanicznie wpadliśmy na pomysł, by przypiąć dzieciom narty. Trzy godziny później siedzieliśmy już w samochodzie jadącym do… Stacji Narciarskiej Kazimierz Dolny. A po kolejnych trzech godzinach, Żywek i Nela stawiali pierwsze kroki na nartach. Cztery lata to idealny wiek, by zabawę na śniegu zamienić w naukę jazdy, ale sprytny trzylatek, czy ogarnięta trzylatka też nie będą narzekać.

Doskonale wiemy, że przymiotnik „górny” bardziej by pasował do nart, ale tylko na papierze. Przypadkowe wyszukiwanie w internecie i szczere zaskoczenie, że Kazimierz Dolny nad Wisłą może być atrakcyjnym celem wycieczek nie tylko latem, ale także wtedy, gdy jest chłodniej. Stacja Kazimierz jest zimą znacznie lepszym miejscem niż popularne, lubiane latem także przez nas, Wzgórze Trzech Krzyży. Dwa krótkie wyciągi talerzykowe i trzy trasy od 250 do 600 metrów plus stumetrowa taśma dla dzieci i odgrodzona dla nich ośla łączka – to było to, czego potrzebowaliśmy. Bez wahania wykupiliśmy też dzieciom lekcje z instruktorami – bo w tym wieku żaden rozsądny nauczyciel narciarstwa dwójki szkrabów nie weźmie. Naszym zdaniem podstawy są najważniejsze, więc mimo tego, że sami jeździmy bardzo dobrze, woleliśmy, by podstaw nauczył Żywka i Nelę ktoś inny. Warto wydać te 70 złotych za godzinę i nie patrzeć potem przez całe lata, jak dzieci mają złe nawyki i jeżdżą może z przyjemnością, ale bez stylu.

Instruktorzy wybili nam też z głowy dwie lekcje jednego dnia, dzieląc się doświadczeniem, że zwłaszcza dla trzylatki mogłoby to być za dużo i lepiej pozostawić ją nawet z niedosytem niż wspomnieniami, że robiła coś męczącego. Po godzinie dzieci potrafią już kontrolować szybkość i próbują skręcać, a to naprawdę dużo, zwłaszcza, że ich pierwsze kroki to bardziej zabawa niż wartka jazda. Dla nas większą frajdą było patrzeć z ukrycia, jakby nas nie było, jak sobie radzą, jak upadają i z uśmiechem się podnoszą, niż samemu jeździć, ale Stacja Kazimierz to naprawdę fajne miejsce, by po kilku lub kilkunastu miesiącach letniej przerwy przeprowadzić „odrdzewianie” i zwyczajnie się rozjeździć. Byliśmy w szoku, że właściciele stoku tak o niego dbają – zimą naśnieżają armatkami śnieżnymi, przygotowują teren ratrakami. To naprawdę widać, nawet gdy temperatura jest dodatnia. Czegoś takiego się nie spodziewaliśmy i każdy narciarz-amator musi to doceniać.

Doceniają też warszawiacy. Podczas ferii na parkingu aż roiło się ponoć od samochodów ze stolicy, wtedy niektórzy też narzekali na kolejki w wypożyczalni, o czym opowiedzieli nam instruktorzy. Bo sprzęt dla dzieci faktycznie lepiej wypożyczyć, za szybko wyrastają i za mało używają kupionego. Oczywiście w miastach – bo mieszkając w górach, zastanowilibyśmy się nad kupnem i codziennym łapaniem uroków białego szaleństwa.


MoŻŻe być waŻŻne:

  • Narty dla dzieci – polecamy całymi sobą. Najlepiej od trzeciego roku życia i bez strachu, że coś sobie zrobią. Dzieci naprawdę są niesamowite, uwierzmy w nie.
  • Żywka oswajaliśmy z nartami już jako dwulatka, ale było trochę za wcześnie, choć przez 20 minut z nartami na nogach bawił się dobrze. Trzy lub cztery lata, zależnie od dziecka, to idealny wiek na pierwsze zabawy i próby zjazdów.
  • Rozważmy wypożyczenie sprzętu, zwłaszcza, gdy nie mieszkamy w górach. Na same ferie i 2, 3 lub 4 godziny dziennie (więcej może dzieci zniechęcić) szkoda kupować drogi sprzęt, z którego dziecko wyrośnie za rok.
  • Polecamy instruktora – sprawdzonego, lub ze szkółki ze świetnymi opiniami – zamiast nauczania własnym sumptem. Zostawmy dzieci z nauczycielem i cieszmy się bez ingerencji z tego, jak radzą sobie nasze pociechy.
  • Poszukajmy fajnych miejsc na narty, stosownych do naszych umiejętności. Z Łodzi najbliżej na Górę Kamieńsk, z Warszawy szybciutko jedzie się niespełna 150 kilometrów do Kazimierza Dolnego. Warunki nieporównywalnie lepsze niż na Górce Szczęśliwickiej.
  • Cieszmy się każdym dniem na śniegu z nartami na nogach. I nie bójmy spontanicznych decyzji!