Dokąd mamy Cię zabrać?

Oczami dziecka pierwsze podróże, rodziców obawy małe i duże

W swoją pierwszą podróż wyruszyłem samochodem (do Zakopanego), a potem w nosidełku (na Morskie Oko), ale na pierwszy poważny, bo samolotowy wyjazd, musiałem czekać jeszcze miesiąc. Miałem wrażenie, że Rodzice denerwują się dużo bardziej niż ja, a przecież co mogło mi się stać? Miałem swoje mleczko do picia, ulubioną buteleczkę, wózek typu spacerówka (w wieku 9 miesięcy chodzić jeszcze nie umiałem), więc co mi się mogło stać? Tata zresztą też cały czas uspokajał Mamę, że Grecja to nie koniec świata i że jeśli nam czegoś zabraknie, wszystko można kupić, ale ta i tak uparła się, żeby zabrać mi kilkanaście słoiczków i masę pieluch. W sumie dobrze, bo w limicie bagażu zmieściliśmy się bez problemu, a nie mogli wiedzieć, że na Skiathos spodoba mi się wszystko – a najbardziej świeży sok pomarańczowy, który wypijałem codziennie na deptaku. Mama miała obawy, czy już mi go dawać, ale takie wyjazdy bardzo pomagają zrozumieć Rodzicom, że ich dziecko szybko dorasta i może pozwolić sobie na więcej. Zrozumieli to zresztą w końcu i zabrali mnie nawet w wózku na wieczorny seans „Mamma mia” do kina pod chmurką – oglądałem, ile dałem radę, potem się zdrzemnąłem. Tego zresztą chyba po mnie oczekiwali, żebym dobrze się bawił i nie przeszkadzał specjalnie w wypoczynku – może nie wierzyli, że tak będzie, może się obawiali, ale naprawdę tak było. Ja ich obawy zresztą rozumiem, byli młodymi Rodzicami, a to był ich pierwszy wyjazd w trójkę, a nawet w czwórkę, bo w brzuszku u Mamy była już Nela. Do dzisiaj, a ja mam już przecież ponad 45 miesięcy a Siostra 30, lubimy wspominać tamte czasy oglądając zdjęcia. Ona wprawdzie nic z brzuszka nie pamięta, ale ja uwielbiam słuchać opowieści Rodziców i przypominać sobie, co przeżyłem – lot samolotem (zero zastrzeżeń ze strony Rodziców), wypoczynek na filmowej wyspie, pływanie w basenie, spacery po deptaku i codzienne kolacje w niezliczonych knajpach (uwielbiałem! Panie kelnerki też mnie uwielbiały, na brak zainteresowania nie narzekałem). Jednym słowem – wszystko. Pokazałem Rodzicom, że można ze mną jeździć, zaczęli mnie traktować, jak partnera w podróży a nie ciężar w drodze (choć lekki nigdy nie byłem, urodziłem się ważąc 4380 gram, a to podobno sporo). I chyba każde dziecko pokazałoby Rodzicom, że podróży bać się nie można – my Maluszki musimy tylko dostać szansę.

O tym będzie w tym moim dziale. Że jest mój i mojej kochanej Neli, którą tak bardzo opiekuję się w podróżach i z którą wspólne wyjazdy nauczyły mnie się wszystkim dzielić, zrozumiem pewnie za rok  lub dwa, ale Tata i Mama uważnie nas słuchają i wiedzą, co myślimy o tym, co przeżyliśmy, co czujemy oglądając zdjęcia. Co pamiętamy, a co uczymy się pamiętać. Dlatego będziemy, przynajmniej na razie, pisać wspólnie.

Ale kiedyś z Nelą przejmiemy tę zakładkę w całości. Rodzice też się ucieszą – ufają nam i są z nas dumni, że tak towarzyszymy im w podróżach i jesteśmy w nich tak szczęśliwi. Na początek podpowiemy, jak się nami opiekować w samolocie i jak przygotować do wylotu. A potem zabierzemy Was i Wasze dzieciaki w kolejne nasze podróże, pokazując świat naszymi oczami.