Dokąd mamy Cię zabrać?

Najbardziej luksusowy hotel świata, Burj Al Arab, czyli Żagiel w Dubaju, od środka. Co tak naprawdę nas w nim spotka

Jak dostać się do Burj Al Arab? Najprościej zamówić pokój, ale ponieważ Burj Al Arab jest uważany za najbardziej luksusowy hotel świata i należy do tych najdroższych i nawet wynajęcie najmniejszego apartamentu - dwupoziomowego, 169 m2 – może stanowić wyzwanie dla każdej kieszeni. Nasz „bilet wstępu” kosztował 220 dirhamów od osoby, a rezerwację przy stoliku Sahn Eddar Lobby Bar zapewnił deser o nazwie Sweet Indulgence, zawierający pozycję o nazwie „Gold Capuccino 24K”. Tak, piliśmy złote cappuccino z domieszką 24-karatowego złota i jedliśmy ciastko posypane złotem, ale… ich smak nas nie powalił. W pamięci pozostanie nam na długo to, co zobaczyliśmy ponad 200 metrów powyżej lobby, zwiedzając wszystkie zakamarki hotelu – także te, gdzie żadna wycieczka wstępu nie ma. Wchodząc do najwyższego atrium świata i tak zobaczysz dużo: możesz nawet zrobić zakupy w miejscowych sklepach (choć ceny, delikatnie mówiąc, niskie nie są) i podziwiać sporo widoków, poczuć smak luksusu z najwyższej półki i dotknąć – na każdym kroku - najdroższego włoskiego marmuru Statuario, którego ściągnięto tu setki ton, a z którego najsłynniejsze dzieła tworzył Michał Anioł. Możesz nawet zobaczyć, jak co kilkadziesiąt minut posyła w górę wysoki na ponad 30 metrów słup wody umiejscowiona w środku atrium fontanna. Samo pierwsze piętro stwarza ogromne możliwości i wręcz fascynuje, nawet delikatnym złotym kiczem.

Musisz mieć jednak świadomość, że dostęp do mniejszych lub większych tajemnic opisanych poniżej łatwy nie jest. Nam pomogła zatrudniona w „Żaglu” Małgorzata Grzywacz, która specjalnie dla nas uprosiła szefostwo o możliwość otwarcia wielu drzwi, dla ludzi spoza hotelu zamkniętych. Kilka razy podczas naszej wycieczki ochrona lub obsługa restauracji a nawet kamerdynerzy przypisani do każdego piętra potwierdzali, czy pani Gosia naprawdę może nam pokazać to, co chce – na przykład najdroższe apartamenty. Życzymy więc każdemu takiej wycieczki, ale ostrzegamy: wiele opisanych poniżej miejsc może być dla Was nieosiągalnych. Choć trzymamy kciuki, by było inaczej...

Gdy zamawiamy kurs do Burj Al Arab, taksówkarz zerka na nas niepewnie i dopytuje, czy chcemy tylko pospacerować w okolicach sztucznej wyspy i zrobić zdjęcia z hotelem w tle, czy mamy inne plany? Przyznaje, że poza bramkami kontroli jeszcze nie był i nie wie, czy nas wpuszczą, jest więc zdziwiony, gdy ochrona stojąca przed mierzącym niespełna 300 metrów mostem szybko znajduje w tablecie nasze nazwiska i nakazuje podnieść szlaban. W ten sposób zwyczajna taksówka trafia na podjazd między lamborghini a ferrari i czekające na gości, zaparkowane w rządku rolls royce’y. Odźwierni nie pokazują jednak po sobie, że zazwyczaj ściskają droższe klamki niż te w naszej taksówce – cała obsługa przez następne kilka godzin traktować nas będzie serdecznie i z uśmiechem.

Restauracja Sahn Eddar znajduje się na pierwszym piętrze, ale już oferuje ciekawy widok. Ten na zewnątrz, na pobliski park wodny, wieżowce Dubaju i Zatokę Perską nie zajmuje nas zbyt długo, bo wiemy, że wyżej będzie przyjemniej. Z naszego stolika doskonale widać natomiast najwyższe hotelowe atrium na świecie. 180 metrów wysokości, ale tylko 28 pięter, a na nich zaledwie 202 pokoje i żadnych śladów życia widocznych z dołu, choć mamy wrażenie, że widzimy dużo. Gdy będziemy wchodzić do jednego z nielicznych wolnych tego dnia pokoi (obłożenie rzadko schodzi poniżej 60 procent, w weekendy i na święta „setka”, czyli sto procent, to normalka) przekonamy się, że barierki są na tyle wysokie a korytarze tak szerokie, że… nie widać nawet drzwi. A to, co z dołu może wyglądać jak drzwi, to dekoracje drugiego poziomu – bo każdy apartament w Burj Al Arab ma dwa piętra. Największe zapewniają wynajmującym 780 metrów kwadratowych powierzchni, dwie wielkie łazienki ze złotą armaturą i pięknymi ceramicznymi obrazami, a nawet dużymi butelkami ekskluzywnych perfum, które oczywiście hotel rekomenduje zabrać ze sobą przy wyprowadzce. O tym, że goście otrzymują do użytku na czas pobytu wykańczane 24-karatowym złotem iPady, nie warto nawet wspominać, prawda? Łatwo przyzwyczaić się do luksusu.

Zanim więcej o pokojach, wracajmy do atrium. Ono jest najwyższe na świecie, ale sam Burj Al Arab najwyższym hotelem świata nie jest. Wyższy od Wieży Eiffla obiekt w kształcie żagla ma jednak w sobie coś, czego inne hotele raczej nie używają na co dzień: złoto. Dziesiątki kilogramów złota. A także cenne kamienie – w restauracji Junsul sufit pokryto najwyższej jakości kryształami Swarovskiego, inwestując w to ponad milion dirhamów. Ponoć nie spadają do serwowanych tam potraw kuchni azjatyckiej, symbolizujące Drogę Mleczną drogie kryształy trzymają się mocno.

W wielu restauracjach kelnerzy podchodzą z ogromnymi drewnianymi młynkami do świeżego pieprzu – tu na nasze ciastko i do kawy z obrazkiem Burj Al Arab sypią z podobnego przezroczystego młynka płatki złota, które jest też w płatkach i bryłkach na naszym cappuccino i ciastku (nie trzeba dodawać, że jest to złoto 24-karatowe?...). Do wyboru jest pięć ciastek, ale na kolana nie powalają, podobnie jak otwierające nasze Sweet Indulgance owocowe moktajle. Gdyby nie cena (przypomnijmy, 220 dirhamów, czyli mniej więcej tyle samo złotych), nie zapamiętalibyśmy z nich nic poza zawartością mleka wielbłąda.

Gdy obowiązkowa konsumpcja jest zakończona, zaczynamy zwiedzanie. – Zabiorę was wszędzie, mam wszystkie pozwolenia od szefostwa. Trafiliście też na dobrą godzinę, bo w restauracjach nie ma teraz dużego ruchu, a za oknami SkyBaru zacznie niebawem zachodzić słońce. Widać stamtąd całe wybrzeże, tak, jak z pokoi – mówi nam Małgorzata Grzywacz, oprowadzająca nas po całym hotelu. To dzięki niej będziemy mogli dotrzeć w każde miejsce, zobaczyć najdroższe restauracje, najlepsze widoki i poczuć miękkość najwygodniejszej na świecie… hotelowej pościeli. Tak, tak, cieszące i rażące wręcz w oczy turystów złoto to jedno, ale tutaj nawet poduszki są warte tyle, co drogocenne kruszce. W specjalnym menu jest aż 17 (słownie: siedemnaście) rodzajów pościeli, a najwyżej cenione są puchowe pióra edredonów. Jako że też nie wiedzieliśmy, co to za puch, sięgnęliśmy do Wikipedii, by dowiedzieć się, że edredon to rodzaj dzikiej kaczki, a puch zbierany ręcznie z gniazd jest najdroższym na świecie. Oczyszczenie jednego kilograma takiego puchu zajmuje tydzień a jego cena (tak, tak, jednego kilograma puchu edredonowego) przekraczała nawet tysiąc dolarów.

Burj Al Arab nie jest hotelem siedmiogwiazdkowym, choć mógłby nim być. Brak dwóch gwiazdek, które często pojawiają się w opisach perły, a raczej grudki złota światowego hotelarstwa, to niedoskonałość skali, którą zamknięto kiedyś w pięciu zaledwie gwiazdkach, a to dla Burj Al Arab zdecydowanie za mało.

- Oczywiście, że zdarza się nam słyszeć pytanie, czy naprawdę mamy siedem gwiazdek. Zgodnie z prawdą odpowiadam zawsze, że „zaledwie” pięć, ale po moim uśmiechu każdy i tak odczyta sobie, że to miejsce zasługuje na więcej i że często używane przez klientów określenie „hotel siedmiogwiazdkowy” nie jest przypadkowe – mówi Gosia Grzywacz. Lubi swoją pracę, zna się na niej, a co najważniejsze dla nas – zna hotel i jego obsługę.

Zwiedzanie zaczęliśmy od dołu – między złotymi arkadami luksusowych sklepów odnaleźliśmy windę i zjechaliśmy do restauracji Al Mahara, czyli Ostryga, firmowanej przez sławnego brytyjskiego kucharza Nathana Outlaw. – Na stoły trafiają najświeższe i najlepsze ryby z okolic Dubaju. A wokół gości pływają ryby w akwarium, mieszczącym prawie milion litrów wody, oddzielonej od gości 18-centymetrowym akrylowym szkłem – wyjaśnia nasza przewodniczka. Kiedyś do Al Mahary zjeżdżało się windą stylizowana na łódź podwodną, ale teraz jedzie się „ledwie” złotą. Na klientów czeka kilka mniejszych lub większych sal oraz pojedyncze stoliki. Wszystkie z widokiem na akwarium, w którym regularnie pojawia się… nurek, trzymający zamówiny wcześniej przez klientów napis. Najpopularniejszy to oczywiście :”Will you marry me?” i podobno nie zdarzyło się jeszcze, by któraś wybranka odrzuciła takie oświadczyny. Za ten krótki, ale efektowny występ nurka płaci się 8 000 dirhamów, a obsługa restauracji robi potem wiele, by ten wieczór był niezapomniany pod każdym względem.

My po ślubie jesteśmy już ponad 5 lat, ale o to, byśmy spędzili niezapomniany wieczór zadbała pani Małgosia. Zachód słońca podziwiany ze specjalizującej się w kuchni francuskiej restauracji Al Muntaha robił niesamowite wrażenie. To szczyt hotelu, słynne na cały świat 27. Piętro, nic więc dziwnego, że efektownie pochylone, wielkie szklane szyby, zapewniają najlepszy widok na Dubaj. Na nas zrobił dużo większe wrażenie niż ten z najwyższego budynku świata, Burj Khalifa, a powód był prosty – tam jest wręcz za wysoko, wszystko jest za daleko, nie widać szczegółów. Tutaj, z 300 metrów nad poziomem Zatoki Perskiej, widok jest niesamowity w każdym kierunku. Także w górę, gdzie widać lądowisko helikopterów, z którego korzystają nie tylko goście, chcący wydać kilka tysięcy dirhamów na przylot z lotniska, ale również sportowcy. To stamtąd Tiger Woods z kolegami próbowali trafić do zlokalizowanego na wodzie dołka golfowego, to tam odbijali też piłeczkę na stworzonym tylko na tę okazję korcie tenisowym Roger Federer i Andre Agassi. – Ten helipad to chyba jedyne miejsce, gdzie jeszcze w hotelu nie byłam. Skomplikowana sprawa, ciężko się tam dostać – mówi nam Małgorzata Grzywacz i prowadzi do baru „Gold on 27” (łatwo zgadnąć, jak wykończonego i na który piętrze zlokalizowanego, prawda?).

Tam też można napotkać pewne kłopoty przy wejściu – dress code zakłada m.in. długie spodnie i zakryte stopy – ale za to wrażenia są niesamowite. Złoty fantazyjny sufit działa na wyobraźnię, nie ma potrzeby picia drinków, by patrząc w górę mieć wrażenie, że złoty nieboskłon wywija się niczym w matriksie. Zresztą drinki też osiągają zawrotne ceny – wszak to w Burj Al Arab sprzedano kiedyś koktajl wart ponad 27 tysięcy dirhamów, a jednostkowe ceny przekraczające tysiąc dolarów to nic nietypowego. Na taniego drinka też się tu z zewnątrz nie wejdzie – by dokonać rezerwacji, otwierającej szlaban na sztuczną wyspę, na której wybudowany jest hotel, trzeba zagwarantować wydanie odpowiedniej sumy. Dyskusja, czy większe wrażenie robi wiszące nad nami 21 tysięcy kryształów w Junsul, czy poskręcane złote wykończenia „Gold on 27” może uprzyjemnić długie zimowe wieczory w Polsce. A propos – w tym okresie w Burj Al Arab o miejsce jest bardzo trudno, od października do marca temperatury w Dubaju są bliskie ideału.

O pokojach już wspominaliśmy. Kilka ogromnych telewizorów plazmowych, fantastyczne widoki, poduszki z puchem edredonów (lub innym, przymusu nie ma), łazienki przypominające starożytne sauny. Złoto, złoto i jeszcze raz złoto którego dotyk staje się codziennością, zwłaszcza, że jest nawet na sprzęcie elektronicznym. I nawet luksusowe perfumy, wcale nie jako próbki, a w największych butelkach… Efekt po zwiedzeniu taki, że nawet drugi poziom nie robi na tobie wrażenia, a informację, że możesz przywieźć własnego kucharza, traktujesz, jak coś oczywistego. Jeśli oczywiście zdasz się na miejscowego, też krzywdy nie będzie, bo w apartamencie jest mały aneks kuchenny (czytaj: wielkości przeciętnej domowej kuchni), z którego pracujący w Burj Al Arab kucharze korzystają, gdy klient chce zjeść tylko z najbliższymi. Radosny czas w najbardziej luksusowym hotelu świata odmierzają w pokojach nawet zegary wyświetlone projektorem na piaskowych ścianach. Każda godzina jest zresztą dobra na dowolne zamówienie – na każdym piętrze jest osobna recepcja i przypisany do kondygnacji lokaj.

Z Małgorzatą Grzywacz żegnamy się nad basenem, zerkając na kilkanaście prywatnych, przeszklonych, klimatyzowanych kabin z telewizorami, barkami i wszystkim, czego może się zachcieć osobie schodzącej ze słońca. Drewniany taras złożono z kilku gigantycznych tafli, sprowadzonych specjalnie z Finlandii, a plażę na całej tej wyrwanej Zatoce Perskiej sztucznej wyspie usypano z piasku z Arabii Saudyjskiej – bo kurzy się mniej niż ten miejscowy i przyjemniej się po nim stąpa. Naprawdę masz wrażenie, że nic tu nie jest przypadkowe, nawet najmniejszy szczegół. Taki, jak ziarenko piasku.

Spodobał Ci się artykuł?  Podaj dalej!  Będzie nam miło :)