Dokąd mamy Cię zabrać?

Mieć czy nie mieć Twoja sprawa, bycie ojcem - nie zabawa

Tak, moment w którym zostajesz ojcem jest najpiękniejszym momentem w życiu. Potem jednak często pięknie nie jest, warto o tym pamiętać, zamiast pisać kolejny ckliwy tekst: doba drastycznie się skraca, czasu dla kumpli jest coraz najmniej, a tego dla siebie i na książki trzeba szukać bladym świtem lub późną nocą. Wspominałem o tym, że chwilę dla swojego związku, którego dzieci są owocem, znaleźć też niełatwo?

Rozumiem ludzi, którzy świadomie rezygnują z posiadania dzieci. Naprawdę. I doskonale zdaję sobie sprawę, że to fatalne zdanie na bloga parentingowego, a takim też przecież jest travELAdviZEL.pl. Jasne, piszemy o podróżach, ale głównie tych z dziećmi, więc nazwa „rodzinny blog podróżniczy” jest jak najbardziej uzasadniona.

Powtórzę jednak: rozumiem ludzi, którzy nie chcą mieć dzieci. Nie potępiam, nie oceniam. Jak każdemu rodzicowi (albo przynajmniej wielu, tak mi się wydaje) zdarzają mi się chwile, w których myślę – po co mi to było? Część rodziców się nie przyzna, ale pewnie tak myśli. To jak z właścicielami psów – dzielą się na tych, którzy pozwalają psom spać w swoim łózku i na tych, którzy opowiadają wszystkim, że nie pozwalają.

Ja przyznaję się, że mam czasem myśli: po co mi to było? 35 lat singlowej bujanki, tysiące przeczytanych książek, zawsze do dyspozycji znajomych. Ciężko pracując, świetnie się bawiłem i nie narzekałem. Potem przyszła miłość (już teraz wiem, że Ela nie będzie zachwycona czytając ten felieton), błyskawicznie pojawiła się też dwójka dzieci. Nie wierzcie tym, którzy mówią, że można żyć jak wcześniej i że wtedy świat się zmienia – nie tyle się zmienia co pozostaje daleko za ogonem rakiety, którą lecicie w zawrotnym tempie w kosmos. Zwłaszcza, że moi Rodzice – kochani, najukochańsi, z każdym dniem wychowywania Neli i Żywka doceniam ich jeszcze mocniej – nie są nam w stanie pomóc, a Ela Tatę straciła wiele lat temu. Dodam jeszcze, że uważam się za ojca niemal wzrocowego – spędzam z dziećmi dużo czasu, kąpię zawsze, od urodzenia, dużo rozmawiam i czytam, odpuszczam dla nich wiele mniej lub bardziej ważnych spotkań zawodowych i prywatnych. Można uznać, że się poświęcam, ale to nie jest dobre słowo, nie chciałbym, aby tak to zabrzmiało. Po prostu jestem z nimi. Jestem odpowiedzialnym tatą.

Gdy rodzą się dzieci, po euforii pojawia się strach. Często sobie nawet nie uświadamiasz, że już jest, a on stoi tuż obok ciebie i bezczelnie się śmieje. Ten strach, o dzieci, będzie ci towarzyszył przez całe życie i to bez względu na to, czy są tuż obok ciebie (to znam i odczuwam, gdy dwuipółroczna Nelka skacze z oparcia kanapy na podłogę lub gdy oboje ścigają się rowerami), czy na koloniach w drugim końcu Europy (tego strachu dopiero zaznam). Nie ma już „ciebie”, jesteście „wy”. Nie ma szybkich zakupów w sklepie, bo zawsze w oko wpadnie ci jakaś superksiążka dla dzieciaków, ubranko lub zabawka, których i tak mają tyle, że najchętniej wszystkie byś wywalił do smietnika – zwłaszcza, że zalegają też w salonie. Nie ma poranków, przedłużających się do dwunastej i wieczorów kończonych o poranku. Napisałbym też, że nie ma fantazji i spontaniczności, bo wszystko musi byc zaplanowane i dostosowane do rytmu życia dzieciaków, ale tu jednak robimy z Elą wszystko, by coś dla siebie wyrwać. Bo gdzieś tam w głowie odnajdujesz jednak myśl, że gdy oddasz dzieciom całego siebie, tak naprawdę zrobisz krzywdę i sobie, i dzieciakom.

Rozumiem więc tych, którzy świadomie wybierają samotne życie. Pieniądze wydają na podróże, książki i  szeroko pojętą rozrywkę. Czas dzielą między pracę i same przyjemności a nie na obowiązki robocze i domowe. I czasami im zazdroszczę...

Ale to tylko chwile, nawet gdy jest ich wiele. Bo rano nie budzi cię kot lub pies, a Żywek lub Nela, pytający, czy mogą się przytulić. Bo każdego dnia patrzysz na małe kopie siebie i swojej żony, próbujesz im przekazać wszystko to, co masz ty, lub czego kiedyś ci zabrakło. Bo widzisz, jak te dwie istotki się rozwijają, jak każdego dnia stają się większe i mądrzejsze. Wiesz, że za parę lat przyjdzie czas, gdy powiedzą, że „na ten świat same się nie pchały”, a „rodzice są głupi”, ale wierzysz, że nastąpi to jednak dość późno (albo łudzisz się, że wcale). Z radością poświęcasz swoje życie zawodowe i towarzyskie, bo wiesz, że obok jest ciebie jest ktoś, kto potrzebuje więcej twojej uwagi i czasu niż ty sam. Wystarczy jedno spojrzenie wielkich małych oczu, uścisk delikatnej rączki, słowo „przytul” i już wiesz, że to wszystko ma sens, a ty jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. A gdy słyszysz „Tato, Tatusiu” – a słyszysz to kilkadziesiąt razy dziennie – wiesz, że lepiej być nie może.       

Dziś z okazji Dnia Ojca dostałem dwie cudowne laurki i jeszcze słodsze życzenia od Neli i Żywka. Kupiłem też Neli rowerek biegowy, bo ten, który miała po Żywku połamała przy jednym z upadków. Zapisałem też całą rodzinkę na Runmageddon – za tydzień wszyscy ruszamy do Jastrzębia, zmierzyć się z błotem i samymi sobą. Szykuje się weekend idealny, bo nasze dzieciaki w podróży są naprawdę fantastyczne a liczba drobnych płaczy i kryzysików jest odwortnie proporcjonalna do liczby atrakcji na trasie. Naprawdę, w domu dużo trudniej ich opanować.

A co wy kupiliście swoim małym dzieciakom z okazji Dnia Ojca?