Dokąd mamy Cię zabrać?

Dubaj ma także dziwne atrakcje, czyli rzut oka na komunikację

Dziurawiące niebo wieżowce, luksusowe hotele, najefektowniejsze na świecie centra handlowe, wysokie temperatury... Pierwszych skojarzeń z Dubajem jest wiele, ale najtrafniejsze jest to, które pojawia się chyba najczęściej – idealne miejsce na wakacje. Także z dziećmi, co dla wielu aż tak oczywiste nie jest. Oczywiste, choć prawdziwe, nie jest również to, że w tym mieście naprawdę jest co robić poza siedzeniem na plaży lub nad basenem, a poruszanie się, zarówno po Dubaju, jak i między emiratami, jest tak naprawdę bardzo proste.

Przyznamy się – dla nas też nie było to coś, o czym byliśmy przekonani od samego początku. Nasze wątpliwości, czy wybraliśmy właściwy kierunek na wyjazd z 25-miesięczną córeczką i 15 miesięcy starszym synkiem zostały rozwiane jednak błyskawicznie, już na lotnisku w Fujairze. Wcześniej dopytywaliśmy mailowo, czy nie będzie tam problemu ze znalezieniem tam taksówki przystosowanej do przewozu dzieci (z wynajmu samochodu ostatecznie zrezygnowaliśmy) i otrzymaliśmy uspokajające odpowiedzi, ale to, co spotkało nas na miejscu, było małym szokiem. Oto bowiem już w drzwiach czekała przemiła pani z obsługi lotniska, która – mimo, że wcale o to nie prosiliśmy i mimo protestu dwóch Polaków z kolejki do odprawy paszportowej – stanowczo przeprowadziła nas prosto do stanowiska odprawy paszportowej i zadbała, by dzieci czuły się komfortowo. Taksówka do Dubaju też już czekała, poczuliśmy się więc niczym ekipa z plakietką „VIP”. I tak właściwie było aż do końca naszej samodzielnie organizowanej wyprawy, trafiliśmy do kraju, gdzie naprawdę kocha się dzieci i dba o ich komfort. Kilkanaście razy spotkaliśmy się nawet z prośbą o możliwość zrobienia sobie zdjęcia z naszą małą Nelą!

Przychylnie na dzieci patrzy każdy. Taksówkarze są bardzo pomocni, czasem wspominają, że wioząc nasze dzieciaki czują się, jakby wieźli własne, które zostawili na kilkanaście miesięcy w ojczyźnie. Chętnie opowiadają swoje historie, dużo mówią o mieście, z angielskim nie mają problemów. Jeden z wiozących nas kierowców przyznał, że gdy 12 lat wcześniej przyjechał do Emiratów, to tam, gdzie teraz stoją drapacze chmur, była pustynia. Inny opowiadał nam, jak ostrożnie trzeba jeździć, by nie narazić się na niesamowicie wysokie mandaty – zwłaszcza zdarzenie z tramwajem (którego pierwsza linia dopiero w 2014 roku pojawiła się w okolicach plaży Jumeirah), to kara sięgająca równowartości kilku tysięcy złotych. Kolejny taksówkarz zabrał nas do przydrożnego baru, gdzie kelner przyniósł nam do samochodu i podał przez okno szklaneczki z mocno przyprawioną, najbardziej chyba aromatyczną, specyficzną herbatą, jaką piliśmy w życiu, czyli karak chai (polecamy każdemu, kto lubi słodką herbatę i… słodką kawę). Wszystkich kierowców łączyły dwie sprawy – tęsknota za ojczyzną i bliskimi (pochodzili najczęściej z Indii, Nepalu lub Filipin) oraz satysfakcja, że na obczyźnie mają pracę, w której zarabiają przez kilka tygodni tyle, co w ojczyźnie przez rok – pod warunkiem, że w ogóle pracę by mieli. Rozłąka jest ceną za godne życie rodziny w kraju.

Wracając jednak do taksówek i ich kierowców – ceny za przejazd są niższe niż w Polsce, zależne od Emiratu, ustalane przez korporacje. Uczciwość gwarantowana, bezpieczeństwo również. Często jest jeszcze szansa na ciekawą pogawędkę. A gdy ktoś z taksówek korzystać nie chce, jeździć wynajętym samochodem po obcych miastach też nie lubi, ma do dyspozycji luksusowe (to naprawdę właściwe słowo!) metro, wspomniany tramwaj, lokalne i międzymiastowe autobusy, a nawet pływające wzdłuż wybrzeża, całkiem niedrogie łódki. W metrze warto wiedzieć, że porusza się ono bezzałogowo, a za picie lub jedzenie w wagonach grożą wysokie kary finansowe. Wszystko tam jest wręcz sterylne i perfekcyjnie przygotowane także po to, by nie odczuwać panującego na zewnątrz przez większość roku potężnego upału. Klimatyzowane są zresztą również widoczne w wielu miejscach miasta, tajemnicze na pierwszy rzut oka, przeszklone budki, które okazują się przystankami tramwajowymi i autobusowymi. Komfort przede wszystkim i to komfort sprawiający, że przejażdżka tramwajem i metrem (linie się łączą) staje się dodatkową przygodą, którą warto przeżyć – i to przy okazji, w drodze do innej atrakcji.

Organizacja też jest bez zarzutu. Wychodząc z centrów handlowych nie zdziwmy się kilkuminutową kolejką do taksówek – idzie ona jednak bardzo sprawnie, a chętni wpuszczani są co kilka minut po kilkadziesiąt osób na długi podjazd, z którego momentalnie ruszają identyczne, kremowe pojazdy. Podobny system – trochę się czeka, ale potem idzie już szybko – obowiązuje też na skrzyżowaniach z sygnalizacją. Przybywając z Polski można się zdziwić kilkuminutowym staniem w miejscu, w oczekiwaniu na zielone światło, ale potem docenia się patent z bardzo długimi zmianami świateł. Korki rozładowują się naprawdę szybko.

Jazda po Dubaju nie jest więc żadnym problemem, bez względu na to, jaki środek lokomocji się wybierze. Gorzej z poruszaniem się piechotą, nie tylko dlatego, że przez większość roku utrudnia to temperatura, ale także dlatego, że w wielu miejscach brak chodników. Oczywiście nie dotyczy to deptaków w okolicach Jumeirah, gdzie na dzieciaki czekają także liczne place zabawa, czy fantastycznie wciśniętej między drapacze chmur mariny, ale samo centrum przyjazne dla piechurów nie jest. Nie po to leci się jednak do Dubaju, by spacerować wśród betonu, stali i aluminium, którymi miejscowi wyrywają pustyni – na którą późnowieczorne wycieczki są fascynujące - kolejne hektary. Warto jednak docenić ten postęp i przyzwyczaić się, że z każdym kolejnym powrotem do tego Emiratu, jego stolica będzie inna: jeszcze nowsza, efektowniejsza, zaskakująca. Dubaju, który był tam wczoraj, już nie ma. Tego obecnego nie będzie, gdy wrócimy jutro. A wrócimy na pewno, bo wbrew panującym stereotypom, jest tam bardzo dużo do zobaczenia i zrobienia.