O naZZ

Rodzina w podróży, czyli porady od małych i dużych

Ela, Nela, Żelek i Żywek. Ela to Mama, Żelek Tata, a Nela jest młodszą o 16 miesięcy siostrzyczką Żywka. Kochamy spędzać ze sobą czas i uwielbiamy podróżować.

 „Istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej”. Chcemy szerzyć właśnie ten rodzaj choroby, zdefiniowanej przez Ryszarda Kapuścińskiego. Chcemy przekonywać, że nawet jeśli pojawią się w czyimś życiu małe istoty, to będą raczej wielką inspiracją niż jakimkolwiek ograniczeniem. Podróże z dziećmi są fascynujące. Dzieci postrzegają świat trochę inaczej niż my dorośli. A my będziemy Wam opowiadać właśnie w ten nietypowy dla nas dorosłych sposób – oczami dzieci – Neli i Żywka. Choć oczywiście nie zabraknie też naszych relacji.

A zatem, witajcie w naszym życiu!  witajcie w naszej bajce!

Zanim pojawiły się dzieci odkrywaliśmy uroki wielu zakątków świata. Za nami chociażby Peru, Boliwia, Tanzania czy Zanzibar. W Peru szlakiem Inków dotarliśmy do jednego z najbardziej tajemniczych i najpóźniej odkrytych miast świata, jakim jest Machu Picchu. Z Wyspy Słońca podziwialiśmy piękno jeziora Titicaca. W Tanzanii przewędrowaliśmy szlak Machame zwany Whiskey, by zachwycać się wschodem słońca  na Uhuru, najwyższym punkcie Afryki.

Tak naprawdę to wszystkie najważniejsze momenty w życiu kojarzą nam się z podróżami. Pierwszy raz wyznaliśmy sobie miłość właśnie na szczycie Kilimandżaro. Zaręczyliśmy się na meczu siatkarskiej Ligi Mistrzów, na który Elę udało się zwabić możliwością wygrania biletów lotniczych – do dziś twierdzi, że nic w życiu bardziej jej nie zaskoczyło, niż to, że na środku wypełnionej 12 tysiącami ludzi hali sportowej dostała nie tylko bilet, ale i pierścionek! Dzień po naszym ślubie udaliśmy się na trzytygodniową podróż do Peru z przystankami w Barcelonie i Paryżu. Tydzień po informacji, że będziemy mieli dziecko, byliśmy już na nartach na austriackim lodowcu Stubai. A miesiąc po wiadomości, że do Żywka dołączy Nela, delektowaliśmy się urokiem znanej z flimu „Mamma Mia” wyspy Skiathos. Właściwie całe nasze życie to jedna piękna i fascynująca podróż...



Żelek, czyli Żelisław Żyżyński

Żelek, czyli Żelisław Żyżyński, to przez wiele lat ostatni Polak w alfabecie, ale także dziennikarz sportowy: od 17. roku życia piszący do gazet ogólnopolskich, w tym „Przeglądu Sportowego”, a od 10 lat pracujący dla telewizji nc+. Dla Canal+Sport komentuje mecze, robi wywiady, prowadzi rozmowy w studio i jest gospodarzem dwóch programów: SuperPiątku oraz Ekstraklasy Po Godzinach. Ciężko pracuje, dobrze się bawi i nie zauważa różnicy. Choć jeszcze lepiej niż w pracy bawi się w podróży – a praca stwarza mu wiele możliwości zwiedzania świata.

W Japonii opisywał drogę do wicemistrzostwa świata polskich siatkarzy, a w USA ciężką pracę Marcina Gortata; w Pekinie Igrzyska Olimpijskie; pracował wiele razy w Rosji i katarskiej Dausze. W Sztokholmie i Turynie prowadził studia telewizyjne finałów piłkarskich pucharów, zaś w Azerbejdżanie i Armenii towarzyszył polskim piłkarzom. Kiedyś chłonął świat jako singiel, teraz marzy, by wszystkim podzielić się z Bliskimi i nawet, gdy jest gdzieś służbowo, już myśli, jak pojechać tam we czworo.

Z każdej podróży przywozi magnes, by ten trafił na wielką ścianę widoczną z salonu i przypominał nie tylko o miejscach już odwiedzonych, ale i o tych, które wciąż na wizytę całej Rodziny czekają.



Ela

Ela w swą pierwszą podróż wyruszyła dopiero jako nastolatka, ale była to najważniejsza podróż w jej życiu - z pozostawionej za sobą już na zawsze niewielkiej miejscowości na wschodzie Polski, z jednym plecakiem, w którym mieściło się całe dotychczasowe życie, aż do… szczytu Kilimandżaro kilkanaście lat później. Goniła marzenia pracując, studiując i ruszając w nieznane.

Ela jest marketingowcem. Prestiżowy dyplom CIM uzyskała w brytyjskim The Chartered Institute of Marketing. Szeroko pojęty markeitng to nie tylko jej praca, ale również pasja. Kilka lat zajmowała się centrami handlowymi, a  ostatnio szczęśliwie udało jej się zmienić branżę na tę ulubioną – turystyczną. Zawsze, gdy tylko pojawiały się w kalendarzu wolne dni, pakowała walizki i ruszała w świat. Dla Eli również samo planowanie podróży to niesamowita przyjemność. Właściwie to robi to niemalże bez przerwy. Znów odwołajmy się do Mistrza Kapuścińskiego: „Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej,  i nie kończy się nigdy...”

Mając Elę obok siebie nigdy nie możesz być pewien, czy nie dzwoni do Ciebie właśnie z informacją, że spontanicznie zakupiła kolejne bilety lotnicze, albo odkryła kolejny „idealny i stworzony dla nas  kierunek podróży”.


Ciekawość świata i wszystkich jego barw przekazaliśmy Dzieciom, choć właściwie… one chyba to po nas odziedziczyły. Nela i Żywek są żądni nowych wrażeń, w podróży czują się jeszcze lepiej niż w domu. Uśmiechają się do otoczenia, a ono odpowiada tym samym. Jak napisaliby o sobie, gdyby już pisać umieli? Zaryzykujemy, znamy się na tyle, że potrafimy – chyba! - spojrzeć na świat ich oczami.


Nela

To ja Nela! Mówię bez przerwy od 22. miesiąca życia - czyli odkąd mówić zaczęłam. Nic nie umknie mojej uwadze, komentuję absolutnie wszystko- mam to chyba po Tacie... Niczego się nie boję, wszystko mnie interesuje i z każdym chcę porozmawiać. Mając starszego brata przy boku, rozwijam się w tempie odrzutowca i komfortowo, niczym w dreamlinerze. Fakt, czasem  sie kłócimy, najczęściej o książki i zabawki, ale trwa to tylko chwilę. Bo bardzo, ale to bardzo się kochamy.

Swój pierwszy lot odbyłam już pół roku przed urodzeniem, lądując z Rodzicami na greckich Sporadach, ale wtedy wszystko co mnie otaczało było trochę rozmyte - z brzucha Mamy nie dało się za dużo zobaczyć. Co innego w Tatrach i Beskidach, gdzie pierwszy raz wyszłam w nosidełku na szlak, co innego w Dubaju, gdzie atrakcji dla nas było co niemiara. Świat jest niesamowicie ciekawy, chcę go poznawać nonstop. I ludzi! – w Dubaju szybko nauczyłam się mówić do każdego Hello, Good morning, Thank you oraz Good bye. Mówiłam to zresztą chyba we właściwych momentach, bo każdemu się podobało. Mało tego, dużo osób chciało sobie ze mną zrobić zdjęcie. Aż nie mogę uwierzyć w to, że Mama z Tatą tak długo się zastanawiali, czy zabrać nas w dalszą podróż. Udowodniliśmy im z Żywkiem, że to była cudowna decyzja. To my zainspirowaliśmy ich do opowiadania o tym jak fantastycznie jest podróżować z dziećmi. Wiem, że na pewne rzeczy, znane z albumów ze zdjęciami Rodziców - jak chociażby prawdziwie afrykańskie safari – musimy jeszcze poczekać. Ale rodzicie nabrali odwagi, a o to nam chodziło.


Żywek

A ja mam na imię Żywek! Tata mówi, że zostanę tu przedstawiony jako ostatni, bo do ostatniego miejsca muszę się po prostu przyzwyczaić. Tata chwali się wszystkim, że oddał mi swoje ostatnie miejsce na alfabetycznej liście Polaków i choć na razie nie bardzo wiem, o co chodzi, swoje imię bardzo lubię. Ludziom wokół mnie też się chyba podoba, bo często go używają.

Napisać, że podróże wyssałem z mlekiem matki, to tak naprawdę nie powiedzieć nic. W pierwszą podróż ruszyłem długo zanim zacząłem mleczko w ogóle pić! Rodzice zorientowali się, że pojawię się w ich życiu tydzień przed wyjazdem na sylwestrowy wyjazd na narty, na lodowiec Stubai i przez chwilę zastanawiali się nawet, czy nie zmienić planów - jakbym miał im w czymś przeszkadzać (a byłem przecież bardzo, ale to bardzo malutki - widziałem zdjęcia, na których zresztą nic nie widać i wyglądam raczej jak ziarenko fasoli a nie prawdziwy ja). Nie wiem, jak to się stało, że wcześniej nie wiedzieli, że się pojawię, ale to mało istotne – grunt, że pojechaliśmy do Austrii, a ja pojawiłem się na narciarskich stokach już w wieku... 8 tygodni. Fajnie, prawda?

Od tej pory sporo już z Rodzicami jeździłem: chodziłem po górach w plecaku Taty, kąpałem się w morzach i basenie, oglądałem piękne wielkie ryby w akwariach, prowadziłem nawet - jako kierowca! – malutki samochodzik w Legolandzie, gdzie wsiadłem też do łodzi podwodnej. Lubię oglądać to wszystko na zdjęciach, albumy to moje ulubione książki. Najbardziej lubię te, w których jest dużo zdjęć moich i Neli – nie wiem, jak Rodzice mogli kiedyś jeździć gdzieś bez nas. Oni zresztą się śmieją i mówią, że też tego teraz nie rozumieją. Lubię słuchać jak prawie codziennie rozmawiają na temat naszych wspólnych kolejnych podróży.


Podróże nas napędzają i łączą, są w życiu celem i drogą jednocześnie. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że „Ci którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę”.  My chcemy chłonąć całe ksiązki, zachwycać się nimi a jednocześnie inspirować i zarażać tą pasją innych. Ostatnia nasza wspólna wyprawa do Dubaju uświadomiła nam, że to właśnie podróż sprawia, że dzieci rozwijają się szybciej niż gdziekolwiek indziej. Zresztą, same Wam opowiedzą!